Marcin bloguje

 

17

sierpnia

2009

Brutal Assault 2009

Share |

W ostatni weekend odwiedziłem Czechy. Wraz z Radkiem, moim bratem pojechaliśmy zobaczyć wreszcie co to jest ten Brutal Assault - festiwal metalowy. Było na tyle ciekawie i przyjemnie, że postanowiłem Wam trochę opisać "co i jak" się robi na takich spędach.

To była 14 edycja Brutal Assault i jak co roku odbyła się ~30km od polskiej granicy, w miasteczku Jaromir, a dokładniej w obrębie zabudowań twierdzy Józefów, która położona jest nieopodal miasta. Malownicze miejsce, nie ma co.

Festiwal trwał od czwartku, od 15.00, do soboty, późnych godzin nocnych. Tyle przy najmniej trwała część koncertowa. Pole namiotowe otwarte było już od środy. My przyjechaliśmy dopiero w czwartek, w całym miasteczku było już czarno od przybyłych na festiwal. A drogę do twierdzy w której miały miejsce koncerty można było rozpoznać dzięki pielgrzymkom czarno ubranych ludzi. Niewielu szło bez piwa. Kilku z całymi skrzynkami wypełnionymi piwem i innymi trunkami.

Zdecydowanie nie odwiedziliśmy wszystkich koncertów, bo wszędzie wokół było tyle atrakcji, że nie daliśmy rady.

Generalnie były dwie sceny na których grane było na zmianę. O mniej więcej tak, jak widać to na tym klipie:

http://www.youtube.com/watch?v=k8c5VpJ75do

Dzień I - czwartek

Jako że przyjechaliśmy późno, zanim kupiliśmy bilety, załatwiliśmy formalności i zleźliśmy się niesamowicie kilka koncertów już minęło. Na szczęście nie były jakoś bardzo przez nas oczekiwanymi. Zaczęliśmy od amerykanów z CARNIFEX, grali całkiem spójny death metal. W sam raz do sączenia piwa i obczajania stoisk z koszulkami i innym badziewiem.

Następny SADUS jakoś nam umknął, bo zrobiliśmy małą rundkę po terenie festiwalu. Było wszystko co potrzeba. Jedzenie, napoje wszelakie, budka z marihuaną, sklepiki z płytami, koszulkami, kible. Było też kino - Horror Cinema, które od 8:00 do ~1:00 w nocy grało thrillery, horrory itp. Obejrzeliśmy uwielbianą "Martwicę mózgu", świetne "28 dni później", oryginalne "Funny games" - po duńsku, z napisami czeskimi nałożonymi na angielskie (nie było łatwo!). Nie daliśmy rady obejrzeć niestety filmu Dod Sno (norweski horror o nazi-zomibch: http://www.youtube.com/watch?v=lEQwEmeWnyI - zamierzam zdobyć ten film, więc jak ktoś by się pisał na oglądanie, to niech uderza do mnie :D).

Z kina szybko przemieściliśmy się z powrotem na koncert. Tym razem grał ROTTING CHRIST - jak wiadomo, są to black metalowi bogowie prosto z Grecji. Bardzo dobry koncert, świetne chłopaki. Później skoczyliśmy jeszcze na koncert izraelskiego ORPHANED LAND, ale byli zbyt miękcy, więc w grę wchodziło jedynie stanie i uprawianie "niemieckiej szkoły słuchania metalu".

Natomiast następny był PAIN. Ten szwedzki zespół jest bardzo popularny w swoim rodzimym kraju. Być może dlatego, że grają dosyć przystępną muzykę. Zresztą zobaczcie sami:

Dalej było już tylko odsypianie podróży - choć Pain skończył grać o 22:00.

Dzień II - piątek

Słońce to wróg, jeśli śpi się w namiocie. Natychmiast budzi o 7:30~8:00. Po krótkiej wizycie w mieście i nabyciu alkoholu oraz śniadania zaczęliśmy kontestować koncerty. Tym razem pierwszym co zobaczyliśmy była kapela FORGOTTEN SILENCE, z Czech. Daleko nie mieli. Przyjemny death, trochę instrumentalnych kawałków, itp. Ogólnie wporzo. Filmik możecie zobaczyć tutaj http://www.youtube.com/watch?v=e8ArthA6jHM

Dalej NEGURA BUNGET, z Rumunii. Słuchałem tego jeszcze w liceum, ale na żywo i przy świetle słonecznym, to jakoś nie to. Gdzie ten mrok? Gdzie zgrzytanie łańcuchów i chłód lasów Karpat? Generalnie to kopali w deskę - mieli taki instrument, grali na fletni pana i trochę przynudzali.

Szwedzkie VOMITORY grało naprawdę dobrze. Rozkręcili publikę na całego. I choć ich kawałki ciężko od siebie odróżnić, to jednak wrażenie pozostawili miłe.

Zespół który miał ciekawą nazwę, a którego nie znaliśmy, DAGOBA,

niestety nie dojechał. Jakiś wypadek na trasie mieli.

Mała siesta w namiocie, z obowiązkowym piwem, i wróciliśmy na Brujerię. Meksykańce wymietli. Szał! To co robili na scenie to istne piekło. Grubszy cały czas zachęcał do zabawy pod sceną. Cały czas mówił coś po hiszpańsku (Cabrones!). Chudszy za to tańczył coś ala salsa. Jako taki pogląd na styl i zachowanie sceniczne dać mogą te klipy:

 
 

Komentarze

 
 
 

№ 1

17 sierpnia 2009, 10:22:04

occulkot

> Wróciliśmy dopiero na ULVER, z USA

LOL ROTFL OMG

W ogole wiekszosc relacji ROTFL.
I potwierdza tylko przypadkowosc ludzi jadacych na tego typu spedy...

 
 
 

№ 2

17 sierpnia 2009, 10:30:54

Marcin

I co? zamierzasz zacząć jakiegoś flame'a na temat "kto jest bardziej TRU"?

 
 
 

№ 3

17 sierpnia 2009, 10:34:10

occulkot

No ba - jak mi sie bedzie chcialo to nawet ci wypunktuje wszystkie glupoty ktore tam napisales ;) - ale na razie mam wakacje ;)

 
 
 

№ 4

17 sierpnia 2009, 10:36:50

Marcin

Jeżeli chesz... Jasne, nie ma problemu, pisz.

 
 
 

№ 5

17 sierpnia 2009, 12:51:09

Z00mbie

Jeśli cie to interesuję to ten film Dead Snow jest na youtube.

http://www.youtube.com/watch?v=4o56605KpmA

 
 
 

№ 6

17 sierpnia 2009, 13:51:48

Pustelnik

ARGH! Jak można opuścić Opeth. :O
;)
Że się tak głupio zapytam - nie podobają ci się stylistycznie, grają za miękko, za mocno, wokal nie ten, cokolwiek innego? Nie żebym kogoś nawracał, ciekaw zwyczajnie jestem.

 
 
 

№ 7

17 sierpnia 2009, 14:09:52

Marcin

@Pustelnik, nie odpowiada mi stylistyka. Nie za bardzo lubię takie przeplatane granie - raz lekko za chwilę mocniej.

 
 
 

№ 8

17 sierpnia 2009, 14:10:19

Marcin

@Z00mbie, dzięki za link :)

 
 
 

Dodaj komentarz

 

Podpis

 

URL

 

Treść

 
 
 
 

Miniblog

21 kwietnia 2010, 18:01:59 | Reaktywacja o-filmoramy? |

Mam nadzieję, że wreszcie jednak ruszę z blogiem filmowym, po raz kolejny należy mu się reaktywacja.

http://o-filmorama.blogspot.com

Szukaj

Promocja