Marcin bloguje

 

29

sierpnia

2009

System Shock 2

Share |

Pamiętacie taką grę? Ja pamiętam jedynie tytuł i obszerny opis części pierwszej zamieszczony w którymś numerze Secret Service. Wtedy ta gra była poza moim zasięgiem - za sprawą wymagań sprzętowych.

Dopiero jakiś rok temu udało mi się zdobyć System Shock - część pierwszą. Zagrywałem się w nią bardzo długo, uruchomiłem całość pod DosBox'em i działało pięknie.

Po jej ukończeniu przyszła chrapka na część drugą. Zdobyłem jakąś wersję tej gry i co? I nie da się w nią grać! Ani pod Wine (linux), ani na Windows Vista. Próbowałem wszystkich patchy jakie znalazłem, opisów, sposobików (z wineHQ).

NIC! Pustka, da się pograć odrobinę, rozpocząć grę, przejść tutoriale, a później, przy budowaniu kariery - pierwszy etap kształtowania postaci, całość zawisa. Pozostaje już tylko zabicie aplikacji.

Dla tych, którzy nie znają gry, lub chcą sobie poczytać/odświeżyć, oto garść linków:

Tym fatalnym akcentem wracam do części pierwszej gry...

 
 

29

sierpnia

2009

Własny player audio?

Share |

Od jakiegoś czasu męczy mnie nędza wśród odtwarzaczy audio dostępnych na różne unixy. Niby są, ale jakieś takie wybrakowane, zupełnie nie przystające do moich potrzeb. Niby robią dużo, ale ja nie potrzebuję kombajnu do muzyki.

Oczywiście, są różne takie jak:

No i wszystko fajnie, nie mam zamiaru negować ich użycia. Mi one po prostu nie do końca pasują. Rhythmbox, bo jest duży, ma za dużo featerów, niby umie dużo ale jak co do czego przyjdzie to bywają problemy. Amarok, część KDE, a ja używam GNOME, albo tylko jakiegoś WM - a do tego jest przerośniętą kobyłą. xmms to staroć, a xmms2 nie używałem. Nie zachęcił mnie swoją architekturą klient-serwer. bmpx - fajny, ale mało stabilny. musicpd, przyjemny, ma prawie to co bym chciał - to znaczy jego klienty to mają, no ale znów ta nieszczęsna architektura klient-serwer. Po co to w odtwarzaczu muzyki?? cmus jest fajny, ale nie graficzny.

Tak więc widać, że jestem wybredny, lub też mam w tym jakiś cel. I jedno i drugie :D



To czego oczekuję od odtwarzacza to prostota i kilka fajnych bajerków. Chciałbym mieć takiego IPoda tyle że na ekranie komputera. Na czym mi zależy? Prost!

Najpierw co musi taki player mieć:

Tak wyglądają założenia, a tak chciałbym żeby wyglądał interface:

Krótki opis zaznaczonych na obrazku elementów:

  1. wyświetlanie okładki albumu, może niekoniecznie w ten sposób, jak na rysunku - chciałbym też przedstawić więcej informacji o utworze/płycie/wykonawcy przy jakiejś operacji na okładce - to jeszcze nie ustalone
  2. tak powinny być wyświetlane wyszukane utwory
  3. pole do wyszukiwania, niby główna część operacyjna aplikacji

A co Wy sądzicie? Pomijam zasadność tworzenia kolejnego odtwarzacza. Czy macie jakieś killer-features, których brakuje w obecnie istniejących odtwarzaczach? A może jest już coś fajnego co pasowałoby do mojej idei, a czego w tej chwili brakuje?

mały dizclaimer

Obrazek stworzony przy pomocy narzędzia Balsamiq Mockups, a dokładniej w jego wersji webowej. Niestety, export do PNG nie zadziałał więc zrobiłem screenshota :) Narzędzie jest bardzo przyjemne w użytkowaniu, ale do takiej zabawy, niekomercyjnej, jego cena jest zaporowa.

 
 

23

sierpnia

2009

SGI O2 - upragiony

Share |

Od dawna marzyła mi się właśnie ta maszyna. Przez rodzinę i bliskich ochszczony został "odkurzaczem". Nic to. Mi się podoba. Jest naprawdę ujmujący.

Zapytace czemu?

Proste!

Można by pomyśleć, że nie jest to warte uwagi, ale przecież standardowe PC nadal nie mają takich miłych ficzerów! A to jest sprzęt z 1996 roku.


Dużo informacji historycznych można dorwać na wikipedii: http://en.wikipedia.org/wiki/SGI_O2.


Co do oprogramowania, które teraz na nim działa, to jest to OpenBSD, niewydane jeszcze 4.6 - obecnie jakiś RC czy coś (http://www.openbsd.org/46.html)? Dokładniejsze informacje o OpenBSD na SGI tutaj: http://openbsd.org/sgi.html.


A do czego niby wykorzystywano ten sprzęt? Przeklejka z wikipedii mówi że:

No ok, brzmi górnolotnie, ale co ja z takim sprzętem zrobię?

Czy używacie OpenBSD? A może macie jakieś doświadczenia ze sprzętem SGI?

 
 

17

sierpnia

2009

Brutal Assault 2009

Share |

W ostatni weekend odwiedziłem Czechy. Wraz z Radkiem, moim bratem pojechaliśmy zobaczyć wreszcie co to jest ten Brutal Assault - festiwal metalowy. Było na tyle ciekawie i przyjemnie, że postanowiłem Wam trochę opisać "co i jak" się robi na takich spędach.

To była 14 edycja Brutal Assault i jak co roku odbyła się ~30km od polskiej granicy, w miasteczku Jaromir, a dokładniej w obrębie zabudowań twierdzy Józefów, która położona jest nieopodal miasta. Malownicze miejsce, nie ma co.

Festiwal trwał od czwartku, od 15.00, do soboty, późnych godzin nocnych. Tyle przy najmniej trwała część koncertowa. Pole namiotowe otwarte było już od środy. My przyjechaliśmy dopiero w czwartek, w całym miasteczku było już czarno od przybyłych na festiwal. A drogę do twierdzy w której miały miejsce koncerty można było rozpoznać dzięki pielgrzymkom czarno ubranych ludzi. Niewielu szło bez piwa. Kilku z całymi skrzynkami wypełnionymi piwem i innymi trunkami.

Zdecydowanie nie odwiedziliśmy wszystkich koncertów, bo wszędzie wokół było tyle atrakcji, że nie daliśmy rady.

Generalnie były dwie sceny na których grane było na zmianę. O mniej więcej tak, jak widać to na tym klipie:

http://www.youtube.com/watch?v=k8c5VpJ75do

Dzień I - czwartek

Jako że przyjechaliśmy późno, zanim kupiliśmy bilety, załatwiliśmy formalności i zleźliśmy się niesamowicie kilka koncertów już minęło. Na szczęście nie były jakoś bardzo przez nas oczekiwanymi. Zaczęliśmy od amerykanów z CARNIFEX, grali całkiem spójny death metal. W sam raz do sączenia piwa i obczajania stoisk z koszulkami i innym badziewiem.

Następny SADUS jakoś nam umknął, bo zrobiliśmy małą rundkę po terenie festiwalu. Było wszystko co potrzeba. Jedzenie, napoje wszelakie, budka z marihuaną, sklepiki z płytami, koszulkami, kible. Było też kino - Horror Cinema, które od 8:00 do ~1:00 w nocy grało thrillery, horrory itp. Obejrzeliśmy uwielbianą "Martwicę mózgu", świetne "28 dni później", oryginalne "Funny games" - po duńsku, z napisami czeskimi nałożonymi na angielskie (nie było łatwo!). Nie daliśmy rady obejrzeć niestety filmu Dod Sno (norweski horror o nazi-zomibch: http://www.youtube.com/watch?v=lEQwEmeWnyI - zamierzam zdobyć ten film, więc jak ktoś by się pisał na oglądanie, to niech uderza do mnie :D).

Z kina szybko przemieściliśmy się z powrotem na koncert. Tym razem grał ROTTING CHRIST - jak wiadomo, są to black metalowi bogowie prosto z Grecji. Bardzo dobry koncert, świetne chłopaki. Później skoczyliśmy jeszcze na koncert izraelskiego ORPHANED LAND, ale byli zbyt miękcy, więc w grę wchodziło jedynie stanie i uprawianie "niemieckiej szkoły słuchania metalu".

Natomiast następny był PAIN. Ten szwedzki zespół jest bardzo popularny w swoim rodzimym kraju. Być może dlatego, że grają dosyć przystępną muzykę. Zresztą zobaczcie sami:

Dalej było już tylko odsypianie podróży - choć Pain skończył grać o 22:00.

Dzień II - piątek

Słońce to wróg, jeśli śpi się w namiocie. Natychmiast budzi o 7:30~8:00. Po krótkiej wizycie w mieście i nabyciu alkoholu oraz śniadania zaczęliśmy kontestować koncerty. Tym razem pierwszym co zobaczyliśmy była kapela FORGOTTEN SILENCE, z Czech. Daleko nie mieli. Przyjemny death, trochę instrumentalnych kawałków, itp. Ogólnie wporzo. Filmik możecie zobaczyć tutaj http://www.youtube.com/watch?v=e8ArthA6jHM

Dalej NEGURA BUNGET, z Rumunii. Słuchałem tego jeszcze w liceum, ale na żywo i przy świetle słonecznym, to jakoś nie to. Gdzie ten mrok? Gdzie zgrzytanie łańcuchów i chłód lasów Karpat? Generalnie to kopali w deskę - mieli taki instrument, grali na fletni pana i trochę przynudzali.

Szwedzkie VOMITORY grało naprawdę dobrze. Rozkręcili publikę na całego. I choć ich kawałki ciężko od siebie odróżnić, to jednak wrażenie pozostawili miłe.

Zespół który miał ciekawą nazwę, a którego nie znaliśmy, DAGOBA,

niestety nie dojechał. Jakiś wypadek na trasie mieli.

Mała siesta w namiocie, z obowiązkowym piwem, i wróciliśmy na Brujerię. Meksykańce wymietli. Szał! To co robili na scenie to istne piekło. Grubszy cały czas zachęcał do zabawy pod sceną. Cały czas mówił coś po hiszpańsku (Cabrones!). Chudszy za to tańczył coś ala salsa. Jako taki pogląd na styl i zachowanie sceniczne dać mogą te klipy:

 
 

15

sierpnia

2009

O czym będzie?

Share |

W zasadzie to o wszystkim. Z uwagi na to, że pracuję w IT, to będzie częściowo o nowinkach z tego poletka, ale nie tylko. Mam nadzieję, że nudno nie będzie i stopniowo pojawią się też inne treści.

 
 

Miniblog

21 kwietnia 2010, 18:01:59 | Reaktywacja o-filmoramy? |

Mam nadzieję, że wreszcie jednak ruszę z blogiem filmowym, po raz kolejny należy mu się reaktywacja.

http://o-filmorama.blogspot.com

Szukaj

Promocja